Co roku zauważam, że gdy tylko robi się chłodniej, świece zaczynają towarzyszyć mi częściej. Zapalam je do kawy, do książki, do wieczornego "nicnierobienia". I za każdym razem widzę to samo - zimą świeca potrafi palić się inaczej niż latem.
Świece lubią stałą temperaturę. Najlepiej czują się w pomieszczeniu, gdzie jest trochę powyżej 20°C i nie ma przeciągów. Zimą, gdy w domu bywa chłodniej, świeca potrzebuje dłuższej chwili, aby się rozgrzać i roztopić wosk. Na początku płomień bywa mniejszy, wosk topi się wolniej, a zapach pojawia się stopniowo - nie od razu.
I to jest zupełnie normalne.
Zimą ogromne znaczenie ma też miejsce, w którym stoi świeca. Parapet wygląda pięknie na zdjęciach, ale chłód od szyby i delikatne ruchy powietrza potrafią sprawić, że świeca pali się nierówno. Dlatego zawsze podpowiadam, żeby postawić ją tam, gdzie jest stabilnie. Z dala od okien, przeciągów i bezpośredniego ciepła grzejnika.

Przykład: po prawej stronie świeca palona w chłodniejszym miejscu – przy oknie, po lewej ta sama świeca palona w innym miejscu
Mała ciekawostka na koniec: jeśli przynosisz świecę z dworu, gdzie panuje minusowa temperatura, warto dać jej chwilę, żeby „dojrzała” do warunków w domu. Duża różnica temperatur może sprawić, że szkło będzie bardziej podatne na pęknięcie. Wystarczy kilkanaście minut cierpliwości - i wszystko jest bezpieczne.
A potem… po prostu daj jej czas.
Zapal świecę.
Usiądź.
Ciesz się zapachem.
Reszta zrobi się sama.